Archiwa tagu: Sorrentino

Wielkie piękno // Sorrentino

-Otwórz oczy – zdaje się szeptać nam do ucha Sorrentino – A teraz patrz uważnie – dodaje.

„Wielkie piękno”  paradoksalnie zachwyca urodziwą brzydotą codziennej egzystencji. Naszym przewodnikiem po Rzymie zostaje uznany dziennikarz Jep Gambardella. Niczym przez dziurkę od klucza, obserwujemy jego życie począwszy od szalonej imprezy urodzinowej w rytmie electro disco po spotkania z artystami, przedstawicielami dawnej szlachty, nuworyszy czy kleru. Można odnieść wrażenie, szczególnie w początkowych scenach, że mamy do czynienia z osobliwym paradokumentem zbliżonym do Mikrokosmosu czy Baraki.  Brak dłuższych dialogów czy linearnego porządku fabuły przywodzi na myśl specyficzny zbiór  przypadkowych fragmentów z kolekcji obrazów. Film Sorrentino w rzeczy samej stanowi niekwestionowane dzieło sztuki.

Jeżeli ktokolwiek wróżył współczesnemu kinu włoskiemu upadek, popełnił karygodny błąd. „Wielkie piękno” to arcydzieło treścią i formą wyróżniające się na tle przedstawicieli neorealizmu włoskiego jak Fellini, Antonioni czy Visconti.  To kino refleksyjne, pełne symboli, stanowiące wręcz polemikę z kwintesencją społeczeństwa masowego. Piękno ujawnia się w każdym ujęciu, zakątku kadru. W tle muzyka mistrzów: Bizet, Preisner, Górecki. Gdybym mogła zamknąć puentę filmu w jednym zdaniu napisałabym „Piękno skrywa się w naszych korzeniach”. Byłaby to błędna redukcja, spłycającą wielowątkową konstrukcję fabularną.  Gambarella traktuje nas jako towarzyszy swojej ostatniej, najważniejszej drogi. Drogi labiryntu wiodą przez zepsuty świat upadłych włoskich elit.  Życie potraktowane jest jako proces, nad którym jako marionetkowi bohaterowie nie posiadamy kontroli. Wieńczy je zawsze ten sam, smutny koniec – śmierć.

Na co otwiera nam oczy Sorrentino? Na upadek włoskiej, wysokiej kultury, zastępowany produktami ubocznymi demokracji. Przyjaciele z kręgu Jepa to handlowcy, celebryci, przyjaciele partii, dziedzice fortuny. Osoby zagubione w swojej samotności, paradujące z niemal przyklejonym uśmiechem na ustach.  Życie to jedna wielka fiesta – rozpoczyna się późnym wieczorem, kończy nad ranem. Akty płaczu i histerii odbywają się poza towarzystwem – w pustym  domu. „Dziwny dzień” – mówi Jep – po raz pierwszy wstałem wcześniej i nie wiem co można robić w ciągu dnia” – opowiada gospodyni swoje troski. Każdy z bohaterów ma na sumieniu większe lub mniejsze kłamstwo, które pozwala mu czerpać przyjemność z codzienności. Viola wmawia sobie, że stan psychiczny jej syna poprawił się. Stefania przybrała maskę zaradnej, politycznej aktywistki, ubolewającej nad zjawiskiem „drenażu mózgów” wśród młodych. Romano usilnie próbuje wtopić się w krajobraz Rzymu. Zapoznana na imprezie Orietta z trudnością powstrzymuje się od wyznania Jepowi podziwu. Jej umiłowanie sztuki ogranicza się do zachwytu nad pięknem swojego ciała. Bez skrępowania przyznaje – Znajomi bardzo lubią moje zdjęcia na Facebook’u”.

W tym kalejdoskopie smutnych postaci, poznajemy w połowie filmu ciekawe objawienie – Ramonę. Kiedy koleżanki Jepa za jej plecami chichoczą, rozpoznając w niej przedstawicielkę klasy średniej, ona z pokorą przyjmuje każde nieprzychylne spojrzenie. Niczym dziecko wodzone za rękę, przemierza ścieżki Rzymu ze swoim starszym mentorem. Rozmawia z nim o miłosnych wzniesieniach, śmierci. „Tak, rodzina jest piękna. Niestety nie jestem stworzona do pięknych rzeczy” – kwituje ich pierwszą rozmowę , w trakcie pracy w nocnym klubie. Prostota i wzruszająca szczerość sprawia, że odbieramy ją jako osobę autentyczną, znającą swoje słabości. Osobę, która pragnie się rozwijać, słuchać, rozmawiać.
Dwie osoby zasługują na szczególną uwagę – Święta oraz Dadina. Podczas wizyty w Rzymie, wiekowa zakonnica zajmująca się na co dzień opieką nad chorymi i ubogimi odpowiada na pytanie zadane w trakcie obiadu „Wybrałam ubóstwo. O nim się nie opowiada. Nim się żyje”. Święta reprezentuje to, o co warto walczyć ratując Kościół. Choć sacrum i profanum przeplata się w filmie, Sorrentino jasno komunikuje, że kondycja współczesnego kościoła jest bardzo zła. Czy arcybiskup był w stanie odpowiedzieć na pytanie zadane przez Jepa?

Co ze sztuką?  Współczesną sztukę tworzą ludzie karmiący się kontrowersją. Chodzi o to by przebić głową mur, zszokować publiczność. Artysta współczesny nie jest w stanie obronić się treścią. Dysponuje jedynie formą, której ograniczoność sprawia, że przybiera najdrastyczniejsze formy, aby została zauważona i zapamiętana. Mecenasi sztuki upadli – demokracja wprowadziła rewolucje na szczycie elit.Włoskie księżniczki w wolnym czasie grają w brydża, wspominając świetle czasy. Paradoksalnie, Ci którzy mogą dawnej sztuce przywrócić świetność, mierzą swoim wzrokiem za daleko, by docenić piękno w prostocie.