Perswazje

Zafascynował mnie świat przedstawiony w książkach Jane Austen. Po przeczytaniu Opactwa Northanger oraz Perswazji (obie książki wydane pośmiertnie przez brata pisarki) jeszcze większą przyjemność sprawiło mi oglądanie ekranizacji powieści  Jane.

Niezwykłą zaletą powieści Jane Austen jest to, że dzisiejszego czytelnika zachwyca  kunszt z jakim potrafiła stworzyć portrety psychologiczne postaci.  XIX wieczny,  młody angielski szlachcic obraca się wyłącznie w swoich kręgach wypatrując na horyzoncie przyszłej żony z dobrym nazwiskiem, posagiem oraz rodziną szczycącą się szacunkiem okolicznej arystokracji.  Żonę oczywiście rekomendują mu rodzice, a szczęśliwa wybranka, za namową swoich bliskich, nie omieszka nie przyjąć propozycji zaręczyn. O ile los dla panów był bardziej łaskawy – najstarszy z synów dziedziczył ziemię ojca – młode panienki już w wieku 22 lat uzyskiwały status starej panny. Losy wszystkich bohaterek Jane Austen związane są z wyborem przyszłego małżonka a cechą łączącą je wszystkie jest pragnienie zaznania wielkiej miłości. Za sprawą nieporozumień, niedomówień, knowań osób trzecich, pod nasze urocze bohaterki rzucane są pod nogi kłody, które opóźniają zaręczyny. Czas jednak działa na korzyść panien – pozwala im poznać lepiej swoich wybranków, utwierdzić się w swoich przekonaniach bądź też pod wpływem wydarzeń zupełnie je zmienić. W każdej z książek obserwujemy przemianę w głównych bohaterach, które często z naiwnych, aczkolwiek sympatycznych i łagodnych, panienek stają się kobietami z własnym zdaniem i umiejętnością trzeźwego osądu otoczenia. Jane Austen sama nie zaznała szczęścia w małżeństwie – jako córka pastora, jedna z ośmiorga dzieci Państwa Austen, nie stanowiła dobrej partii dla okolicznych kawalerów. Sama raz zerwała zaręczyny, nie mogąc żyć z myślą, że mogłaby spędzić resztę życia z niekochanym mężczyzną. Z listów do swojej jedynej siostry Kasandry, wynika, że była raz szczerze zakochana, jednakże do ożenku nie doszło. Jane poświęciła się całkowicie pisaniu powieści, cztery z nich wydała za swojego życia, zyskując uznanie w środowisku literackim. Zmarła młodo w wieku 41 lat. Choć sama nie zaznała szczęśliwej miłości, każda z jej bohaterek powieści trafiła w ramiona uwielbianego przez siebie mężczyzny. Ostatnia z jej powieści, Perswazje, przez wielu odbierana jest jako ukoronowanie poglądów Jane Austen na temat małżeństwa. Najwięcej emocji budzą jednak ekranizacje Dumy i Uprzedzania, szczególnie ta z 1995 roku oraz z 2005 roku.

Najlepsza adaptacja

Perswazje (1995)

„Przed pary laty Anne była bardzo ładną dziewczyną, jej uroda jednak szybko zgasła. [ojciec] Nigdy nie miał wielkich nadziei – teraz wyzbył się ich całkowicie – że kiedykolwiek ujrzy Annę na kartach swojej ulubionej księgi (księga rodu- przypis red.)”

Główna bohaterka Anna Elliot jest córką baroneta. Jej starsza siostra – Elżbieta – opisywana w książce jako najpiękniejsza i zarazem najbardziej arogancka i podobna do ojca, jest oczkiem w głowie barona. Najmłodsza Mary jest niepoprawną hipochondryczką, darzy jednak Annę, w przeciwieństwie do jej ojca i najstarszej siostry, szczerą sympatią.

Siedem lat temu, za namową bliskich, Anna zerwała zaręczyny z oficerem marynarki Fryderykiem Wentworthem, który mimo upływu czasu nadal budzi w niej pozytywne uczucia.

„[Fryderyk] był wyjątkowo przystojnym młodzieńcem, obdarzonym inteligencją, energią i błyskotliwością, Anne zaś dziewczyną prześliczną, łagodną, skromną, uczuciową i obdarzoną dobrym smakiem. Wystarczyłaby zresztą połowa zalet po obu stronach, ponieważ on nie miał co robić, a ona nie znała nikogo, kogo mogłaby pokochać”

Jak czytelniku zapewne się domyślasz, po siedmiu latach losy tych dwoje znowu się splatają. On pełen dumy, ignoruje Annę, Anna obserwując poczynania Fryderyka zaczyna coraz gorliwiej żałować, że zerwała zaręczyny z tak szlachetnym mężczyzną docenianym obecnie przez nadobne, młode damy.

„[Anna] wierzyła, że pomimo wszelkich przeszkód i braku aprobaty ze strony rodziny, pomimo niepewności związanej ze służbą morzu oraz nieuniknionych trosk, a może i rozczarowań, byłaby znacznie szczęśliwsza. gdyby nie zerwała zaręczyn z kapitanem. I to nawet wówczas, gdyby potwierdziły się najgorsze obawy co do problemów, które mógł rozdzielić ten związek. A przecież los okazał się być łaskawszy. Wszystko wskazywało na to, że osiągnęliby dobrobyt znacznie wcześniej, niż można się było spodziewać. Spełniły się bowiem pełne optymizmu oczekiwania i nadzieje kapitana. Talent i wrodzona energia torowały mu drogę do sukcesu, a potem nastąpiło wszystko, co przepowiadał. Szybko wyróżnił się na wojnie, dostał kolejny awans i najprawdopodobniej zdążył już zgromadzić całkiem pokaźną fortunę.”

Perswazje to wzruszająca i mądra historia. Podobnie jak w Dumie i uprzedzeniu mamy tu zarówno bohaterów komicznych ( Mary, Elżbieta i Baron) jak i tych szczerze budzącą naszą sympatię jak Anna czy Fryderyk.

Perswazje doczekały się nowszej adaptacji w 2007 roku, natomiast moim zdaniem ta wersja nie równa się w żaden możliwy sposób z filmem z 1995 roku. Przede wszystkim nowsza adaptacja, skupiająca się głównie na emocjach Anny, zatraca szerszą perspektywę, nie pokazuje relacji pomiędzy pozostałymi bohaterami i pewnych niuansów, które wpłynęły na zakończenie historii. Z urodą Sally Hawkins mam problem, ale jeszcze większy z jej grą aktorską bowiem jej Anna jest za skromna, za cicha i za mdła. Nie widać też takiej przemiany w zachowaniu jak w przypadku Amandy Root (film z 1995), która w drugiej części filmu emanuję łagodnością i kobiecością skłaniając odbiorcę do refleksji, że to niezwykle ciekawa i pociągająca postać, która może podobać się mężczyznom. Kreacja Sally Hawkins przywodzi na myśl jedno słowo a jest nim „litość”. Wiecznie zaganiana, pomiatana, nie potrafiąca sobie znaleźć swojego miejsca, nieustannie drży na widok dawnej miłości. Mam też obiekcje odnośnie kluczowej, ostatniej sceny – liścik miłosny napisany przez Fryderyka Anna dostaje od Harvilla, czyta go w biegu przemierzając Camden Place, gdzie finalnie dosłownie wpada na Fryderyka rozmawiającego z Karolem, jak opętana. Ledwo wykrztuszając z siebie słowa posyła mu błagalne spojrzenie kradnąc całą scenę. Wizja reżysera (Adrian Shergold) zasadniczo rozmija się z treścią książki, wierzę, że w ten właśnie sposób chciał podkreślić pokorny charakter Anne, która walczy o swoje. Mimo wszystko nie wydaję mi się prawdopodobne, by kreacja Anne z 2007 roku miała wiele wspólnego z bohaterką Jane Austen.

Wersja z 2007 roku: Anna, Elżbieta, Mary oraz Sir William Elliot. W książce Anna była nieporównywalnie ładniejsza od Mary- w filmie z 2007 roku nic nie pozwala dłużej utrzymać wzroku na postaci Anny. Mąż Mary, Karol, nie był wyjątkowo majętny, natomiast Mary w zestawieniu z nazbyt skromną Anną, wygląda jak jej Pani. Mina Anny uchwycona na tym zdjęciu towarzyszy jej niemal przez cały film – czasem przełamywana niepewnym uśmiechem. 

Anna z ekranizacji z 1995 roku jest uroczą i miłą kobietą. Jej spojrzenie mówi więcej niż słowa. W trakcie filmu postać Anny , grana przez Amandę Root, przechodzi diametralną przemianę. Czy nadal będzie podatna na perswazję innych? W ekranizacji z 1995 jest wiele ciekawych dialogów pomiędzy Anną a Fryderykiem, czego brakuje w ekranizacji z 2007 roku. 

Para doskonała.

Wracając do filmu z 1995 roku, muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyła mnie obsada. Fenomenalny Ciarán Hinds, który początkowo lekko szorstki w obyciu zaczyna miotać się pomiędzy dumą a uczuciem do Anny. Amanda Root cudownie zagrała Annę – w książce bohaterka zyskuje wiele z czasem, w Bath nasza Anna posyła do dżentelmenów cudowne uśmiechy i każe mi – podobnie jak w opisie w książce – myśleć, że to faktycznie ładna, skromna i roztropna panna na wydaniu. Uwielbiam sceny z Sophie Thomson (filmowa Mary) – aktorka o ogromnym potencjale komicznym, fenomenalnie odegrała swoją rolę – wystarczą jej dwa słowa, by na twarzy odbiorcy pojawił się uśmiech. Phoebe Nicholls (Elżbieta) jest do gruntu rozpieszczona i wyjątkowo nieciekawa mimo ładnej powierzchowności. Doskonale uzupełnia się z Mary oraz Sir Walterem Elliotem.

Niebywałą zaletą filmu jest również muzyka, kostiumy i wnętrza domów – tu nic nie jest sterylne, w domu Harvilla roi się od brudu – co z pewnością w tamtych czasach nie było czymś niespotykanym w domu niższych sfer. Warto mieć też na uwadze, że adaptacja z 1995 jest dosyć wierna książce – film z 2007 jest jedynie „zainspirowany” powieścią Austen.  Dobrze Roger Michell połączył początkową scenę z końcową – odbiegając co prawda od treści książki, ale robiąc to z taką gracją i sensem (scena końcowa nawiązuje do rozmowy przy stole podczas jednego z przyjęć), że nie mogłabym sama zaproponować lepszego rozwiązania dla tak pięknej historii miłosnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *