Archiwum kategorii: movies

Serial Tabu

Jeżeli macie ochotę na mroczny, historyczny serial pełen świetnych dialogów, barwnych postaci oraz zwrotów akcji to Taboo nie powinno Was zawieść.

Niedawno zakończyła się emisja pierwszego sezonu serialu produkcji BBC – w Polsce serial dostępny jest na platformie HBO. Co wyróżnia wspomniany Taboo? Mroczny/straszny klimat wiktoriańskiej Anglii oraz rewelacyjny Tom Hardy w głównej roli.

Kim jest tajemnicza postać, w którą wcielił się Tom Hardy? Jak sam aktor przyznaje w postaci Jamesa Delaney’a jest trochę Billa Sykesa, Doktora Fausta, Hannibala Lectera, Heathcliffa oraz Mr Darciego.

Podobny obraz

Akcja Taboo rozgrywa się w XIX wiecznym Londynie – mieście, w którym trwa właśnie wielka rewolucja przemysłowa, pełnym kontrastów społecznych czy kulturowych, spowitym szarym industrialnym dymem czy witającym mieszkańców brudem i błotem na ulicach.

Naszego tajemniczego bohatera poznajemy, gdy przyjeżdża do miasta, by pożegnać zmarłego ojca. Wiadomo o nim niewiele – zaciągnął się do marynarki, na początku wieku został uznany za zmarłego w trakcie służby na statku Kampanii Wschodnioindyjskiej. W pierwszym odcinku z serii dowiadujemy się, że James to postać niezwykle złożona: jego mistyczne doświadczania w Afryce uwolniły w nim pewne niezdefiniowane moce, dzięki którym umie skontaktować się z duchami. Jego matką była Indianką, którą ojciec wraz z prawem do pewnego obszaru ziemi na terenie Stanów, nabył od wodza indiańskiego plemienia Nootka w trakcie jednej ze swojej podróży do Ameryki. Afryka wzbogaciła Jamesa nie tylko duchowo – przybył do Londynu z garścią diamentów, które wzmocniły jego pozycję negocjacyjną z lokalnymi hersztami band.

Pozycji kluczowej, ponieważ nasz bohater, dziedzicząc spadek do zakupionej przez ojca ziemi w Stanach, wszedł w konflikt z przedstawicielami Kampanii Wschodnioindyjskiej, Amerykańskimi szpiegami w Anglii jak również i samym królem Anglii. Przylądek Nootka bowiem to strategiczne miejsce umożliwiające swobodny handel z Chinami.

Podobny obraz

Dlaczego James to również kwintesencja wspomnianych na początku bohaterów tragiczno-romantycznych? Na drugim planie wyłania się historia miłosna: Jamesa do swojej przyrodniej siostry ( w której rolę wcieliła się Oona Chaplin). Relacji trudnej i wręcz niemożliwej do przerodzenia się w ckliwą bajkę z happy endem.

Skojrzenia z Peaky Blinders? Nie bez powodu – współtwórcą historii był Steven Knight, współpracujący z Tomem Hardy przy wspomnianym serialu ( skądinąd rewelacyjnym).

Serial Bates Motel

Historia jakich wiele.

Scena numer jeden. Ona i On. To jeden z tych deszczowych, jesiennych wieczorów, kiedy mają ochotę posiedzieć na kanapie pijąc herbatę z syropem malinowym. On zarejestrował ich niedawno na Netflixie. Ona wybiera do obejrzenia serial, którego tytuł kiedyś obił jej się o uszy. Bates Motel.

Prosta historia, prawda?

Chcesz wypić herbatę oglądając pierwszy lepszy serial a trafiasz przypadkiem na kopalnię złota. Bates Motel to jedna z najciekawszych produkcji jaką miałam okazję zobaczyć w mienionym roku. Ba! Uplasowała się w pierwszej piątce seriali, którą z przyjemnością poleciłabym bliskim znajomym.

Fani serialu Bates Motel mają już za sobą cztery sezony – na wiosnę 2017 roku wchodzi ostatni sezon, gdzie w jedną z kluczowych roli wcieli się sama Rhianna.

Polecam odcięcie się od wszelkich informacji na temat tej serii. Zaręczam, że warto odkryć samemu, do jakiego kultowego filmu nawiązuje wspomniany serial. Misja ta niestety jest trudna, ponieważ na jednym z rynków serial wypuszczono pod tytułem wspomnianego widowiska.

Skomplikowane trójkąty to specjalność twórców serialu. W pierwszy sezonach koncentrujemy się w okół relacji matki z dwoma synami. Pierwszym – tym ukochanym, grzecznym oraz drugim – niechcianą, czarną owcą rodziny. Kain i Abel?  Król Edyp? Serial jest daleki od każdego ze znanych nam szablonów. Kiedy już sądzimy, że zbliżamy się do sedna, wylądowaliśmy w gruncie rzeczy na Księżycu, bo oświecenie pojawia się dopiero pod koniec czwartego sezonu. 

Co jest unikalnego w serialu Bates Motel?

Unikalna przede wszystkim jest relacja matka-syn, których przewrotnie nazwano Normą i Normanem. W końcu – jak twierdzi w rozmowie z psychologiem Norman – łączy ich zupełnie normalna relacja. 

Pozycje, które Wam proponuje na moim blogu nie znalazły się na nim przypadkowo. Poprzeczka, IMHO, jest stawiana dosyć wysoko. Twórcy serialu świetnie tworzą portrety bohaterów – śledzimy ich burzliwe przemiany, obserwujemy ich reakcje na niecodzienne zdarzenia. Napięcie w żadnym momencie nie maleje do poziomu przysłowiowego zera – poczucie, że jesteśmy świadkami historii rodem z antycznego dramatu wzmaga się w nas coraz bardziej z każdym obejrzanym sezonem. Jak na dobry thriller przystało, mamy zagadkowe morderstwa, zaginięcia, intrygi – wszystkie, dziwnym zbiegiem okoliczności, prowadzą do skromnego moteliku na obrzeżach miasteczka w pobliżu Kanady. Motel zakupiła Norma Bates. Urocza blondynka blisko 40stki przeprowadziła się z myślą o swoim synu Normanie, który stracił pół roku temu w tragicznych okolicznościach ojca.

„Christina’s World”, Andrew Wyeth, 1948? Niektórzy krytycy filmowi są zdania, że zdjęcia przywodzą na myśl kolorystykę i nastrój wspomnianego obrazu. Z pewnością pośrednich odniesień do kultury w serialu znajdziecie wiele. Serial to również świetny łącznik z filmem P…….. – zarówno pod kątem scenografii jak i fabuły. Czy piąty sezon będzie remakiem słynnego thrillera z lat 60tych?

Ukłony należą się Verze Farmiga za rolę Normy. Odegrała fenomenalnie swoją rolę – nie chciałabym też zbyt wiele zdradzać – postaci rozdartej pomiędzy dwoma światami, targanej skrajnymi uczuciami. Ofiara czy kat? – pytają na forach fani – przyznam się, że twórcom udało się utkać o tyle niebanalną i złożoną historię, że odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Caleb i Dylan w trzecim sezonie to główne postacie. Sama postać Dylana to niesamowity przykład tego jak z typowego czarnego charakteru zdejmujemy rogi i niespodziewanie zajmuje pierwsze miejsce w konkursie na bohatera najbardziej zrównoważanego emocjonalnie. Odczarowanie ma miejsce również w przypadku Caleba. 

Serial Westworld

these violent delights
have violent ends

Pilotażowy odcinek najnowszego serialu produkcji HBO Westworld zdobył serca widzów. Westworld stanowi wybuchową mieszankę wszystkiego tego, co tak bardzo kochamy w magii telewizji – my, widzowie poszukujących mocnych wrażeń. Połączenie historii Dzikiego Zachodu z futurystycznym światem („Wild Wild West”), androidy („I, Robot”, „Sztuczna inteligencja”), rozpustni bogacze mogący bezkarnie spełnić swoje fantazje („Hostel”, „Wyspa”, „The Purge”), refleksją nad autentycznością świata („Matrix”, „Raport mniejszości”) i wisienka na torcie – definicja człowieczeństwa („Nie opuszczaj mnie”), poszukiwanie siebie po drugiej stronie lustra („Memento”, „Fight Club”), wycena emocji („Koneser”, seria „Black Mirror”). Jeżeli dodamy do tego stale przebijającą się refleksję nad postrzeganiem życia jako nieustającej gry na scenie desek teatru (bohaterowie cytują samego Szekspira) sądzę, że w tym niesamowitym widowisku odnajdziemy zarówno szczyptę prostych przyjemności jak i inspiracji do refleksji na temat tego, w jakim kierunku zmierzamy jako społeczeństwo.

Za scenariusz odpowiada Jonathan Nolan (brat Christophera Nolana), w produkcję zaangażowany jest J.J. Abrams. Muszę przyznać, że ten rollercoaster dynamicznie mknie do przodu – i to od drugiego odcinka. Pilotażowy odcinek był intrygujący, natomiast mimo pozornej tajemniczości wiele rzeczy zostało wyartykułowanych wprost.


Misja Dr Roberta Forda jest dostarczanie najwyższej jakości rozrywki – od 30 lat zarządza Parkiem Rozrywki – tytułowy Westworld- , za którą chętni słono płacą. Pieniądze upoważniają ich do „dowolnej” rozrywki z hostami – czy też androidami – począwszy od gry w pokera w lokalnym barze po przyczynienie się do krwawej jatki włączając w to katowanie dzieci oraz kobiet. W myśl koronnej zasady „klient nasz pan” żadne zachowanie gości nie jest naganne, każdy wyznacza sobie swoje reguły gry. Począwszy od wysiadki na stacji pociągu w miasteczku po wybór jednego ze scenariuszy, który wgrany ma w sobie każda z 2000 postaci, androidów. Zapytacie, być może, jak odróżnić hosta od gościa. Świetne pytanie. Hosta można katować, brutalnie zgwałcić, zabić. Każdy z gości jest nietykalny – zarówno dla hostów jak i dla pozostałych gości. W tej formule park rozrywki działa na rynku od 30 lat, uzależniając bywalców od stałej dawki adrenaliny. Wielu z gości wspomina z nostalgią swoje poprzednie wizyty w parku. A hości? Każdy z nich posiada swój „loop”, unikalną osobowość, „uczucia” wobec pozostałych hostów. Ich dni cechują się rutyną, którą zakłócają interakcje z gośćmi – „newcomersami”. W zamyśle twórców parku rozrywki nie pamiętają o tym, co spotkało ich dzień wcześniej. Wspomnienia są wymazywane, odchodzą w niepamięć. Zresztą .. w końcu są jedynie robotami, a naukowcy ich „stwórcami”, czyż nie?

That’s is why I like the basic emotions
You know what i mean?
It means that when you are suffering
Thats when you are the most real

W zamyśle Dr Forda każdy z hostów w ramach upgradu systemu powinien być bardziej ludzki – wytwarzać reakcje własne niedostępne w skrypcie. Pomysłu nie popiera ambitny (i przesadnie łaknący władzy) scenarzysta – Lee. Jego zdaniem prowadzić to może jedynie do kłopotów.
Czy wspominałam, że w rolę Dr Forda wcielił się sam Anthony Hopkins? Obsada w serialu jest naprawdę spektakularna….
Westworld to moim zdaniem jedna z najciekawszych pozycji na rynku seriali telewizyjnych w tym roku.

Serial Stranger Things

Jeżeli tęsknisz za serialem, który w ciekawy sposób opowiada historię, której nie powstydziłby się Chris Carter, z fabułą osadzoną w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku – Stranger Things może Cię zainteresować.

Nie zrażaj się wrażeniami po obejrzeniu pierwszego odcinka z serii – jeżeli uznasz, że to program dla dzieci zaufaj mi, że zwyczajnie jesteś w błędzie. Fabuła serialu jest doprawdy utkana misternie i w końcu pojawi się w Twojej głowie myśl, że serial dostarcza Ci wszystkich niezbędnych emocji, których oczekiwałeś po obejrzeniu zwiastuna – napięcie rośnie w szybkim tempie, kilka scen może przyprawić Cię o gęsią skórkę.

Trzech przyjaciół za wszelką cenę chce odzyskać Willa. Pomaga im tajemnicza dziewczyna napotkana w lesie – „Jedenastka”. Jedenastka, nazywana czulej Nastką, choć nie jest zbyt wylewna i komunikatywna z pewnością na swoją obronę posiada inne przydatne umiejętności.

Historia: Stany Zjednoczone, małe miasteczko w stanie Indiana.  Jest 1983 rok. W niewyjaśnionych okolicznościach znika Will Byers – młodszy syn Joyce Byers. Śledztwo prowadzi komendant Jim Hopper, który początkowo stara się uspokoić zrozpaczoną matkę wierząc, że maluch po prostu wagaruje. Joyce odchodzi od zmysłów – dostaje tajemnicze telefony, zaczyna prowadzić „rozmowę” z żarówkami, uparcie twierdzi, że czuje bliską obecność syna. Równolegle swoje śledztwo prowadzi trójka przyjaciół Willa ze szkoły – spotykając przypadkiem w lesie tajemniczą dziewczynę nie do końca są świadomi, że być może znaleźli klucz do rozwiązania zagadki. Kolejna ciekawa para to Nancy (siostra Mike’a Wheelera, przyjaciela Willa) oraz Jonathann (brat Willa), którzy w trakcie swoich poszukiwań natrafiają na odrażające stworzenie….

Dzieci w tym serialu grają pierwsze skrzypce – trzech przyjaciół zaginionego Willa podejmuje desperacką próbę odszukania kolegi. W pomocy przychodzi im nabyta wiedza z gier fantasy, tajemnicza dziewczyna oraz otwarte umysły na wszystkie te zjawiska, które dla dorosłych są nierealne, nie z tego świata.

Być może przed ekran przyciągnie Cię znane nazwisko. Główną rolę gra Winona Ryder wcielając się w postać zrozpaczonej matki po stracie syna.

Winona dała z siebie wszystko – w jej grze aktorskiej nie prędko odnajdziemy jakąkolwiek odegraną przez nią wcześniej postać. Choć matka Willa na początku zdaję nam się troszkę roztrzepana, żeby nie powiedzieć zwariowana, jej uczucie wobec młodszego syna jest w odbiorze wiarygodne. Na powyższym zdjęciu w środku starszy syn Jonathan oraz Nancy – siostra przyjaciela Willa, która spotyka się z okolicznym lowelasem, nie wrażliwa na subtelne zaloty Jonathana.

Ogólne wrażenia? Stranger Things jest niczym jazda rowerkiem po okolicznych wzgórzach w dzieciństwie – wpierw musisz mocno pedałować aby znaleźć się na szczycie ale gdy osiągniesz upragniony punkt jedyne o czym myślisz to niekończąca się jazda z górki … bez trzymanki.

Perswazje

Zafascynował mnie świat przedstawiony w książkach Jane Austen. Po przeczytaniu Opactwa Northanger oraz Perswazji (obie książki wydane pośmiertnie przez brata pisarki) jeszcze większą przyjemność sprawiło mi oglądanie ekranizacji powieści  Jane.

Niezwykłą zaletą powieści Jane Austen jest to, że dzisiejszego czytelnika zachwyca  kunszt z jakim potrafiła stworzyć portrety psychologiczne postaci.  XIX wieczny,  młody angielski szlachcic obraca się wyłącznie w swoich kręgach wypatrując na horyzoncie przyszłej żony z dobrym nazwiskiem, posagiem oraz rodziną szczycącą się szacunkiem okolicznej arystokracji.  Żonę oczywiście rekomendują mu rodzice, a szczęśliwa wybranka, za namową swoich bliskich, nie omieszka nie przyjąć propozycji zaręczyn. O ile los dla panów był bardziej łaskawy – najstarszy z synów dziedziczył ziemię ojca – młode panienki już w wieku 22 lat uzyskiwały status starej panny. Losy wszystkich bohaterek Jane Austen związane są z wyborem przyszłego małżonka a cechą łączącą je wszystkie jest pragnienie zaznania wielkiej miłości. Za sprawą nieporozumień, niedomówień, knowań osób trzecich, pod nasze urocze bohaterki rzucane są pod nogi kłody, które opóźniają zaręczyny. Czas jednak działa na korzyść panien – pozwala im poznać lepiej swoich wybranków, utwierdzić się w swoich przekonaniach bądź też pod wpływem wydarzeń zupełnie je zmienić. W każdej z książek obserwujemy przemianę w głównych bohaterach, które często z naiwnych, aczkolwiek sympatycznych i łagodnych, panienek stają się kobietami z własnym zdaniem i umiejętnością trzeźwego osądu otoczenia. Jane Austen sama nie zaznała szczęścia w małżeństwie – jako córka pastora, jedna z ośmiorga dzieci Państwa Austen, nie stanowiła dobrej partii dla okolicznych kawalerów. Sama raz zerwała zaręczyny, nie mogąc żyć z myślą, że mogłaby spędzić resztę życia z niekochanym mężczyzną. Z listów do swojej jedynej siostry Kasandry, wynika, że była raz szczerze zakochana, jednakże do ożenku nie doszło. Jane poświęciła się całkowicie pisaniu powieści, cztery z nich wydała za swojego życia, zyskując uznanie w środowisku literackim. Zmarła młodo w wieku 41 lat. Choć sama nie zaznała szczęśliwej miłości, każda z jej bohaterek powieści trafiła w ramiona uwielbianego przez siebie mężczyzny. Ostatnia z jej powieści, Perswazje, przez wielu odbierana jest jako ukoronowanie poglądów Jane Austen na temat małżeństwa. Najwięcej emocji budzą jednak ekranizacje Dumy i Uprzedzania, szczególnie ta z 1995 roku oraz z 2005 roku.

Najlepsza adaptacja

Perswazje (1995)

„Przed pary laty Anne była bardzo ładną dziewczyną, jej uroda jednak szybko zgasła. [ojciec] Nigdy nie miał wielkich nadziei – teraz wyzbył się ich całkowicie – że kiedykolwiek ujrzy Annę na kartach swojej ulubionej księgi (księga rodu- przypis red.)”

Główna bohaterka Anna Elliot jest córką baroneta. Jej starsza siostra – Elżbieta – opisywana w książce jako najpiękniejsza i zarazem najbardziej arogancka i podobna do ojca, jest oczkiem w głowie barona. Najmłodsza Mary jest niepoprawną hipochondryczką, darzy jednak Annę, w przeciwieństwie do jej ojca i najstarszej siostry, szczerą sympatią.

Siedem lat temu, za namową bliskich, Anna zerwała zaręczyny z oficerem marynarki Fryderykiem Wentworthem, który mimo upływu czasu nadal budzi w niej pozytywne uczucia.

„[Fryderyk] był wyjątkowo przystojnym młodzieńcem, obdarzonym inteligencją, energią i błyskotliwością, Anne zaś dziewczyną prześliczną, łagodną, skromną, uczuciową i obdarzoną dobrym smakiem. Wystarczyłaby zresztą połowa zalet po obu stronach, ponieważ on nie miał co robić, a ona nie znała nikogo, kogo mogłaby pokochać”

Jak czytelniku zapewne się domyślasz, po siedmiu latach losy tych dwoje znowu się splatają. On pełen dumy, ignoruje Annę, Anna obserwując poczynania Fryderyka zaczyna coraz gorliwiej żałować, że zerwała zaręczyny z tak szlachetnym mężczyzną docenianym obecnie przez nadobne, młode damy.

„[Anna] wierzyła, że pomimo wszelkich przeszkód i braku aprobaty ze strony rodziny, pomimo niepewności związanej ze służbą morzu oraz nieuniknionych trosk, a może i rozczarowań, byłaby znacznie szczęśliwsza. gdyby nie zerwała zaręczyn z kapitanem. I to nawet wówczas, gdyby potwierdziły się najgorsze obawy co do problemów, które mógł rozdzielić ten związek. A przecież los okazał się być łaskawszy. Wszystko wskazywało na to, że osiągnęliby dobrobyt znacznie wcześniej, niż można się było spodziewać. Spełniły się bowiem pełne optymizmu oczekiwania i nadzieje kapitana. Talent i wrodzona energia torowały mu drogę do sukcesu, a potem nastąpiło wszystko, co przepowiadał. Szybko wyróżnił się na wojnie, dostał kolejny awans i najprawdopodobniej zdążył już zgromadzić całkiem pokaźną fortunę.”

Perswazje to wzruszająca i mądra historia. Podobnie jak w Dumie i uprzedzeniu mamy tu zarówno bohaterów komicznych ( Mary, Elżbieta i Baron) jak i tych szczerze budzącą naszą sympatię jak Anna czy Fryderyk.

Perswazje doczekały się nowszej adaptacji w 2007 roku, natomiast moim zdaniem ta wersja nie równa się w żaden możliwy sposób z filmem z 1995 roku. Przede wszystkim nowsza adaptacja, skupiająca się głównie na emocjach Anny, zatraca szerszą perspektywę, nie pokazuje relacji pomiędzy pozostałymi bohaterami i pewnych niuansów, które wpłynęły na zakończenie historii. Z urodą Sally Hawkins mam problem, ale jeszcze większy z jej grą aktorską bowiem jej Anna jest za skromna, za cicha i za mdła. Nie widać też takiej przemiany w zachowaniu jak w przypadku Amandy Root (film z 1995), która w drugiej części filmu emanuję łagodnością i kobiecością skłaniając odbiorcę do refleksji, że to niezwykle ciekawa i pociągająca postać, która może podobać się mężczyznom. Kreacja Sally Hawkins przywodzi na myśl jedno słowo a jest nim „litość”. Wiecznie zaganiana, pomiatana, nie potrafiąca sobie znaleźć swojego miejsca, nieustannie drży na widok dawnej miłości. Mam też obiekcje odnośnie kluczowej, ostatniej sceny – liścik miłosny napisany przez Fryderyka Anna dostaje od Harvilla, czyta go w biegu przemierzając Camden Place, gdzie finalnie dosłownie wpada na Fryderyka rozmawiającego z Karolem, jak opętana. Ledwo wykrztuszając z siebie słowa posyła mu błagalne spojrzenie kradnąc całą scenę. Wizja reżysera (Adrian Shergold) zasadniczo rozmija się z treścią książki, wierzę, że w ten właśnie sposób chciał podkreślić pokorny charakter Anne, która walczy o swoje. Mimo wszystko nie wydaję mi się prawdopodobne, by kreacja Anne z 2007 roku miała wiele wspólnego z bohaterką Jane Austen.

Wersja z 2007 roku: Anna, Elżbieta, Mary oraz Sir William Elliot. W książce Anna była nieporównywalnie ładniejsza od Mary- w filmie z 2007 roku nic nie pozwala dłużej utrzymać wzroku na postaci Anny. Mąż Mary, Karol, nie był wyjątkowo majętny, natomiast Mary w zestawieniu z nazbyt skromną Anną, wygląda jak jej Pani. Mina Anny uchwycona na tym zdjęciu towarzyszy jej niemal przez cały film – czasem przełamywana niepewnym uśmiechem. 

Anna z ekranizacji z 1995 roku jest uroczą i miłą kobietą. Jej spojrzenie mówi więcej niż słowa. W trakcie filmu postać Anny , grana przez Amandę Root, przechodzi diametralną przemianę. Czy nadal będzie podatna na perswazję innych? W ekranizacji z 1995 jest wiele ciekawych dialogów pomiędzy Anną a Fryderykiem, czego brakuje w ekranizacji z 2007 roku. 

Para doskonała.

Wracając do filmu z 1995 roku, muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyła mnie obsada. Fenomenalny Ciarán Hinds, który początkowo lekko szorstki w obyciu zaczyna miotać się pomiędzy dumą a uczuciem do Anny. Amanda Root cudownie zagrała Annę – w książce bohaterka zyskuje wiele z czasem, w Bath nasza Anna posyła do dżentelmenów cudowne uśmiechy i każe mi – podobnie jak w opisie w książce – myśleć, że to faktycznie ładna, skromna i roztropna panna na wydaniu. Uwielbiam sceny z Sophie Thomson (filmowa Mary) – aktorka o ogromnym potencjale komicznym, fenomenalnie odegrała swoją rolę – wystarczą jej dwa słowa, by na twarzy odbiorcy pojawił się uśmiech. Phoebe Nicholls (Elżbieta) jest do gruntu rozpieszczona i wyjątkowo nieciekawa mimo ładnej powierzchowności. Doskonale uzupełnia się z Mary oraz Sir Walterem Elliotem.

Niebywałą zaletą filmu jest również muzyka, kostiumy i wnętrza domów – tu nic nie jest sterylne, w domu Harvilla roi się od brudu – co z pewnością w tamtych czasach nie było czymś niespotykanym w domu niższych sfer. Warto mieć też na uwadze, że adaptacja z 1995 jest dosyć wierna książce – film z 2007 jest jedynie „zainspirowany” powieścią Austen.  Dobrze Roger Michell połączył początkową scenę z końcową – odbiegając co prawda od treści książki, ale robiąc to z taką gracją i sensem (scena końcowa nawiązuje do rozmowy przy stole podczas jednego z przyjęć), że nie mogłabym sama zaproponować lepszego rozwiązania dla tak pięknej historii miłosnej.

Mustang

„Czegóż płaczesz? – staremu mówił czyżyk młody –

Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody”.

„Tyś w niej zrodzon – rzekł stary – przeto ci wybaczę;

Jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę”.

Film „Mustang” w mojej ocenie to arcydzieło kina współczesnego. Film wzruszający, zmuszający do refleksji, na długo pozostający w pamięci widza. Temat tabu został przez Deniz Gamze Ergüven (młoda reżyserka pochodzenia tureckiego) przełamany – wszędzie tam gdzie wkrada się fanatyzm, który narzuca młodemu człowiekowi podejmowanie niechcianych przez niego wyborów, tam granica pomiędzy religią a zbrodnią zostaje zatarta. Czy w imię tradycji można bezkarnie kobiecie odbierać godność?

Podobny obraz

W filmie Deniz próżno szukać moralizatorskiego tonu, wskazówek czy rekomendacji. Z pewnością nie są ujawnione wprost. Pięć sióstr dziesięć lat temu straciły rodziców. Wychowała je babcia o względnie liberalnym na tle swoich sióstr podejściu do edukacji młodych panien. Dziewczynki dorastają. Po szkole czasem spędzają czas z chłopcami. Pewnego dnia ich wspólne zabawy zostają zaobserwowane przez jedną z mieszkanek miasteczka. Wybucha skandal. Próbując w jak najlepszy sposób pomóc dziewczynkom, babcia pragnie załagodzić sytuację z ich wujem, wprowadzając nowe zasady – a zgodnie z nimi dziewczynki przestają chodzić do publicznej szkoły, odebrane zostają telefony, komputery (możliwość jakiekolwiek kontaktu ze światem rówieśników – poza rozmowami przez okno). Są pod ścisłym nadzorem do momentu wydania ich wszystkich za mąż. W tym momencie rozpoczyna się prawdziwy dramat – rozpaczliwa walka o godność, walka Dawida z Goliatem. W świecie gdzie uroda, umiejętność gotowania i dziewictwo są najwyższą walutą, dziewczynki stają się jedynie towarami. Wrażliwość dziecka, pasja odkrywania, snucie marzeń – to wszystko zostaje wymienione na poczucie przynależności do męża w ramach sztywnych zasad. Odebrana zostaje im wolność a ręka każdej z nich zostanie podarowana pierwszemu, chętnemu mężczyźnie. Czy los dla każdej z nich będzie łaskawy a mąż obdarzy ją szczerym uczuciem i szacunkiem?

Historia opowiadana jest z perspektywy najmłodszej z sióstr – Lale, tytułowego Mustanga. Lale pamięta słodki smak beztroskiego dzieciństwa i nie zamierza zbyt łatwo poddawać się nowym regułom gry. Film Mustang to swoisty hołd złożony nieposkromionej pasji życia, energii młodości, odkrywaniu siebie, dorastaniu. Film został bardzo chłodno odebrany przez środowisko filmowe w Turcji ze względu na …zbyt erotyczne przedstawienie dziewczynek. Reżyserka swój film wystawiała na festiwalach jako kino francuskie.

Serial Vinyl

Za namową znajomych zaczęłam oglądać serial „Wersal”, czeka na mnie kolejny sezon „Wikingów”, gdzieś po drodze przykuł moją uwagę „Mr Robot”, lecz tylko „Vinyl” zainspirował mnie do napisania krótkiego tekstu. A teraz powoli – dlaczego Vinyl jest tym, co chcielibyście obejrzeć nawet w sobotni wieczór?

Jeżeli kojarzycie jakikolwiek film Martina Scorsese to uwierzcie mi, że „tu” w każdej scenie widać rękę mistrza. Zaskoczenie? W projekcie uczestniczył Mick Jagger oraz Terence Winter. Ostatniego [ jak i pierwszego z nich] z nich możecie kojarzyć chociażby z „Boardwalk Empire”, również produkcji HBO. Drugs, Sex and Rock’n’Roll – zacznijmy od tego, że serial opowiada o burzliwych losach szefa amerykańskiej wytwórni muzycznej działającej w latach 70tych ubiegłego wieku. Główną rolę Richiego Finestry powierzono Bobbieu Cannavale i jeżeli skusicie się na obejrzenie pilotażowego odcinka przyznacie mi rację – Drogi Bobby jest na pewnej drodze do zdobycia wielu nagród filmowych. Jedna z najlepszych kreacji ostatnich kilku lat. Towarzyszy mu urocza Olivia Wilde. Olivia zabłysnęła w roli niepokornej Trzynastki w „Dr House”. Od tamtej pory proponuje jej się role tajemniczych i efemerycznych kobiet, które stanowią  pociągającą zagadkę. W „Vinyl”, grana przez nią postać Devon, jest zarówno krucha jak i silna, zarówno destrukcyjna jak i inspirująca, nostalgiczna wobec przeszłości jednakże odważnie spoglądająca w przyszłość. Jest ciekawie.

Dziewczyna z Fabryki? Devon mogła wybrać każdego, wybrała początkującego w branży muzycznej niepozornego gościa o imieniu Richie

Podoba mi się Juno Temple w roli Jamie Vine, aczkolwiek konflikt pomiędzy nią a którąś z głównych z postaci wisi w powietrzu. Pani Jamie jest niezwykle ambitną asystentką szefa wytwórni i dla tej pani kariera to najwyraźniej cel sam w sobie. Posiada pewną wrażliwość muzyczną i wystarczające zasoby tupetu, by z tej malutkiej kobietki uczynić w przyszłości jedną z kluczowych postaci dla firmy.

Jamie, oj Jamie jesteś zdecydowanie za piękna i za ambitna aby w tym filmie być wyłącznie asystentką.

Kupuję ten typowy dla Scorsese czarny humor oraz balansowanie na granicy rzeczywistości z jawą senną. W pierwszym odcinku, po awanturze z Devon, Richi przypadkiem doznaje iluminacji na koncercie zespołu „Dolls” – można wręcz powiedzieć, że było to mocno uderzające olśnienie. Jeżeli do dobrej fabuły, ciekawych kreacji aktorskich, klimatu lat 70 dodamy muzykę nie ma drogi ucieczki – musimy pokochać ten serial.

Pentameron

Autor takich filmów jak „Gomorra” oraz „Reality” tym razem przedstawia nam baśń nad baśniami, bardzo luźno czerpiąc z Lo cunto de li cunti overo lo trattenemiento de peccerille żyjącego na przełomie XVI/XVII wieku Giambattista Basile. Wspomniane dzieło neapolitańskiego dworzanina to zbiór ludowych podań dorównujący poziomem krwawego absurdu znanego nam w baśniach braci Grimm. Garrone skupił się na kilku baśniach łącząc je zgrabnie w całość: jest zaborcza królowa Longtrellis obsesyjnie kochająca swojego syna (w tej roli Salma Hayek); król, ogr, pchła i księżniczka; dwie leciwe siostry walczące o względy króla Strongcliffa. Plakat to ukłon w stronę masowego widza.

Znalezione obrazy dla zapytania pantameron

Hasło „ciemna strona pragnień” dobrze opisuje klamrę spinającą wszystkie opowieści. Każdy z bohaterów ma marzenia, które chce bezwzględnie realizować – czy to kosztem własnego życia czy swoich bliskich. Cel tutaj uświęca środki, natomiast ścieżka wiodąca do jego realizacji wiedzie jedynie do srogiej kary. Tale of Tales być może posiada szersze znaczenie – Garrone to bystry obserwator włoskiego społeczeństwa, pokazuje świat bezwzględnych dyktatorów, którzy zapominają o takiej wartości jak wolność jednostki. Tu podmiot staje się przedmiotem – marionetką pozbawioną woli. Ciekawa jest relacja króla ze swoją córką (urocza Violet), który oddając jej rękę barbarzyńcy wzdycha jedynie „tak chciał los”. A los jest ślepy i pozbawia bohaterów możliwości refleksji nad swoją egzystencją. Czy któryś z bohaterów ukręci kark bestii?

Begin Again

Ostrzeżenie: jeżeli zdarza Ci się nucić w metrze melodyjne piosenki a tłum nie docenia Twojego talentu muzycznego, omijaj ten film szerokim łukiem. To, co bowiem stanowi największy atut, moim zdaniem, filmu „Begin Again” to świetna ścieżka muzyczna.

Szczerze mówiąc przyglądając się plakatowi filmu umieszczonego na okładce płyty DVD, mowa o obściskującej się Keirze z Ruffalo, miałam wrażenie, że doświadczam filmowego aktu desperacji. Noc jednak była młoda, okres wakacji to perfekcyjny czas na filmowe eksperymenty. Zaryzykowałam!

Pierwsze minuty były najtrudniejsze – czy dałam się złapać w szpony kolejnej, szablonowej komedii romantycznej? On wykolejony, ona na zakręcie życia, młoda i piękna – westchnęłam. Jakież było moje zdziwienie, gdy wszystkie moje wątpliwości rozstały rozwiane w mniej więcej 15 minucie trwania filmu. Po pierwsze, myśl którą akceptowałam z pewnym zaskoczeniem, Keira Knightley to utalentowana piosenkarka. Kupiłam jej postać z całym emocjonalnym bagażem. Świetna kreacja aktorska, dobrze zarysowana postać, urzekająca naturalnością oraz brakiem pretensjonalności. Po drugie – przetarłam oczy ze dziwienia, gdy okazało się, że chłopaka Grety gra sam …. Adam Levine. Gra właściwie samego siebie, śpiewa piosenki typowe dla brzmienia Maroon5. Skromny piosenkarz z cudowną dziewczyną u boku wpatrzoną w niego jak w święty obrazek nagle wspina się na top listę przebojów. Filmowy Dave, nie wchodząc w szczegóły, nie docenia miłości Gety. Z tego miejsca Greta rozpoczyna wędrówkę, w której towarzyszą jej nowo poznane, barwne osobistości ze świata muzycznego. I co najważniejsze: ten film jest lekki, podnosi na duchu, pokazuje jak z gracją wchodzić w zakręty życia, jak czerpać z niego całymi garściami, nie poddając się ..nigdy. Begin Again. Po tym filmie zwrot „never look back” nabrał dla mnie realnego znaczenia.

 

I don’t know if I’m the fool who’s getting this all wrong
That’s the dream to sing, the perfect girl, the perfect song

Wielkie piękno // Sorrentino

-Otwórz oczy – zdaje się szeptać nam do ucha Sorrentino – A teraz patrz uważnie – dodaje.

„Wielkie piękno”  paradoksalnie zachwyca urodziwą brzydotą codziennej egzystencji. Naszym przewodnikiem po Rzymie zostaje uznany dziennikarz Jep Gambardella. Niczym przez dziurkę od klucza, obserwujemy jego życie począwszy od szalonej imprezy urodzinowej w rytmie electro disco po spotkania z artystami, przedstawicielami dawnej szlachty, nuworyszy czy kleru. Można odnieść wrażenie, szczególnie w początkowych scenach, że mamy do czynienia z osobliwym paradokumentem zbliżonym do Mikrokosmosu czy Baraki.  Brak dłuższych dialogów czy linearnego porządku fabuły przywodzi na myśl specyficzny zbiór  przypadkowych fragmentów z kolekcji obrazów. Film Sorrentino w rzeczy samej stanowi niekwestionowane dzieło sztuki.

Jeżeli ktokolwiek wróżył współczesnemu kinu włoskiemu upadek, popełnił karygodny błąd. „Wielkie piękno” to arcydzieło treścią i formą wyróżniające się na tle przedstawicieli neorealizmu włoskiego jak Fellini, Antonioni czy Visconti.  To kino refleksyjne, pełne symboli, stanowiące wręcz polemikę z kwintesencją społeczeństwa masowego. Piękno ujawnia się w każdym ujęciu, zakątku kadru. W tle muzyka mistrzów: Bizet, Preisner, Górecki. Gdybym mogła zamknąć puentę filmu w jednym zdaniu napisałabym „Piękno skrywa się w naszych korzeniach”. Byłaby to błędna redukcja, spłycającą wielowątkową konstrukcję fabularną.  Gambarella traktuje nas jako towarzyszy swojej ostatniej, najważniejszej drogi. Drogi labiryntu wiodą przez zepsuty świat upadłych włoskich elit.  Życie potraktowane jest jako proces, nad którym jako marionetkowi bohaterowie nie posiadamy kontroli. Wieńczy je zawsze ten sam, smutny koniec – śmierć.

Na co otwiera nam oczy Sorrentino? Na upadek włoskiej, wysokiej kultury, zastępowany produktami ubocznymi demokracji. Przyjaciele z kręgu Jepa to handlowcy, celebryci, przyjaciele partii, dziedzice fortuny. Osoby zagubione w swojej samotności, paradujące z niemal przyklejonym uśmiechem na ustach.  Życie to jedna wielka fiesta – rozpoczyna się późnym wieczorem, kończy nad ranem. Akty płaczu i histerii odbywają się poza towarzystwem – w pustym  domu. „Dziwny dzień” – mówi Jep – po raz pierwszy wstałem wcześniej i nie wiem co można robić w ciągu dnia” – opowiada gospodyni swoje troski. Każdy z bohaterów ma na sumieniu większe lub mniejsze kłamstwo, które pozwala mu czerpać przyjemność z codzienności. Viola wmawia sobie, że stan psychiczny jej syna poprawił się. Stefania przybrała maskę zaradnej, politycznej aktywistki, ubolewającej nad zjawiskiem „drenażu mózgów” wśród młodych. Romano usilnie próbuje wtopić się w krajobraz Rzymu. Zapoznana na imprezie Orietta z trudnością powstrzymuje się od wyznania Jepowi podziwu. Jej umiłowanie sztuki ogranicza się do zachwytu nad pięknem swojego ciała. Bez skrępowania przyznaje – Znajomi bardzo lubią moje zdjęcia na Facebook’u”.

W tym kalejdoskopie smutnych postaci, poznajemy w połowie filmu ciekawe objawienie – Ramonę. Kiedy koleżanki Jepa za jej plecami chichoczą, rozpoznając w niej przedstawicielkę klasy średniej, ona z pokorą przyjmuje każde nieprzychylne spojrzenie. Niczym dziecko wodzone za rękę, przemierza ścieżki Rzymu ze swoim starszym mentorem. Rozmawia z nim o miłosnych wzniesieniach, śmierci. „Tak, rodzina jest piękna. Niestety nie jestem stworzona do pięknych rzeczy” – kwituje ich pierwszą rozmowę , w trakcie pracy w nocnym klubie. Prostota i wzruszająca szczerość sprawia, że odbieramy ją jako osobę autentyczną, znającą swoje słabości. Osobę, która pragnie się rozwijać, słuchać, rozmawiać.
Dwie osoby zasługują na szczególną uwagę – Święta oraz Dadina. Podczas wizyty w Rzymie, wiekowa zakonnica zajmująca się na co dzień opieką nad chorymi i ubogimi odpowiada na pytanie zadane w trakcie obiadu „Wybrałam ubóstwo. O nim się nie opowiada. Nim się żyje”. Święta reprezentuje to, o co warto walczyć ratując Kościół. Choć sacrum i profanum przeplata się w filmie, Sorrentino jasno komunikuje, że kondycja współczesnego kościoła jest bardzo zła. Czy arcybiskup był w stanie odpowiedzieć na pytanie zadane przez Jepa?

Co ze sztuką?  Współczesną sztukę tworzą ludzie karmiący się kontrowersją. Chodzi o to by przebić głową mur, zszokować publiczność. Artysta współczesny nie jest w stanie obronić się treścią. Dysponuje jedynie formą, której ograniczoność sprawia, że przybiera najdrastyczniejsze formy, aby została zauważona i zapamiętana. Mecenasi sztuki upadli – demokracja wprowadziła rewolucje na szczycie elit.Włoskie księżniczki w wolnym czasie grają w brydża, wspominając świetle czasy. Paradoksalnie, Ci którzy mogą dawnej sztuce przywrócić świetność, mierzą swoim wzrokiem za daleko, by docenić piękno w prostocie.